kilka miesięcy temu przygotowywałam 2 stoliki, ktore miały być oddane w dobre ręce.
skończyło się na tym, że wzbogaciłam swój pokój w kolejny klamot, a blat
drugiego stoi w kącie, niczem na karnym jeżu bezmięsnym. w oczekiwaniu
na lepsze ich dni, przeglądałam zdjęcia,
które dzięki wysokiej
zawartości kolorów zdają się być dokumentacją świetnej zabawy,
a nie
ostrej tyrki z papierem ściernym, pyłem w nosie i na twarzy oraz z zakwasami w rolach głównych.
poniżej klocek z papierem na blacie maźniętym pierwszą farbą. w oczekiwaniu na kolejną warstwę.
teraz trzymam kciuka za pomyślne i rychłe zakończenie projektu "stolki". jako że kobyła u płotu mam nadzieję, że przed następną wiosną dołączy on do jakiejś kochającej rodziny, niosąc radość
i dumę z bycia w posiadaniu.
dwa zdjęcia poniżej pokazują bóle, w których rodził się nowy imidż starego stoliczka do pisania listów. składa się on z jednej pojemnej szuflady, a wymiary blatu są idealne na laptopa lub poranną kawę, do czego jest on właśnie często stosowany, odkąd stał się naszym bibelotem. ponadto jego wysokość po podstawieniu w okolicę ikeowego fotela jest idealna, by położyć na nim giry i pogrążyć się w drzemce! nawet nie żałuję, że został z nami.
widzimy ładnie topczone nogi, które - jak okazało się przypadkiem - można odkręcić.
generalnie była to świetna okazja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz